Koszyk jest pusty: 0 zł
Mit: musisz pokochać siebie, żeby być gotowym do miłości
Czy można siebie pokochać? To pytanie wraca bardzo często, szczególnie kiedy wychodzi się z jakiegoś związku, w którym czegoś zabrakło. I wiele osób mówi, i takie teorie chodzą po rynku, że trzeba najpierw pokochać siebie, a dopiero wtedy stworzy się prawdziwy związek. Ten na całe życie, ten szczęśliwy.
A no więc nie do końca. Badania psychologiczne i teorie psychologiczne mówią, że to nie jest takie proste. Zwłaszcza jeżeli wychodzisz z jakiegoś związku. Zwłaszcza dlatego, że coś tam najczęściej nie wypaliło, jakiś wzorzec się pojawił — wzorzec budowania relacji, nieutrzymania relacji albo nieprzejścia przez pewien poziom relacji. I wtedy czekanie na ten moment, aż ja się pokocham, może być po prostu ryzykowne.
Czy można siebie pokochać i czy to naprawdę wystarczy?
Oczywiście można się pokochać do pewnego momentu. Ja na przykład jestem teraz w Norwegii, palę sobie ognisko. Boże, jak dawno nie rozpalałem ogniska. Tak po prostu, dla przyjemności posiedzenia przy ogniu, z widokiem na góry, na jezioro. I dobrze mi jest.
Dobrze mi ze sobą samym i czuję, że to buduje moją relację ze sobą samym, jeszcze piękniejszą, głębszą. Czuję się ze sobą dobrze, cudownie. Czuję się jeszcze bardziej swoim przyjacielem. Więc oczywiście, to nie o to chodzi, żeby nic ze sobą samym nie robić.
No ale to jest pułapka, myślę, takie myślenie, że jak pokocham siebie… No bo ciekawy jestem, jak to zmierzysz. Kiedy już ten moment nastąpi? Zazwyczaj słyszę od takich osób, które są bardzo dobrze ze sobą samym, że i tak przychodzi taki moment, że łapią się na tym, że siedzą sami w domu, w mieszkaniu, że piją sami kawę, że chciałyby się do kogoś przytulić. I to jest normalne. I to jest naturalne.
Dlaczego czekanie na moment „będę gotowy” bywa pułapką?
Po czasach Freuda i tych czasach, w których wychowywano dzieci biciem, karaniem, psychologowie zauważyli, że żeby dziecko rozwijało się zdrowo, jest niezbędna więź. Że dzieci, które były tylko opiekowane pod względem fizjologicznym, logistycznym, częściej chorowały.
Te badania później przełożono też na osoby dorosłe i odkryto, że człowiek jest istotą społeczną. Nie tylko społeczną w rozumieniu stada, ale też w rozumieniu relacji. Potrzebujemy drugiej osoby. Potrzebujemy drugiej osoby i często sobie stwarzamy substytuty.
Jak moja terapeutka powiedziała: jeśli czujesz smutek, strach, pierwsze, co robisz, to kierujesz się do Boga. Do najbliższej osoby w myślach. Co pięknie pokazuje, że bardzo potrzebujemy być w relacji z kimś — czy to z przyrodą, z absolutem, czy z muzyką. Potrzebujemy być w relacji z kimś.
Człowiek potrzebuje relacji, nie tylko samotnej siły
I jedna z psycholożek, wychowanka Boulby’ego, który jest nazywany ojcem teorii więzi, bardzo dużo zmieniła, przełożyła tę teorię na badania i opisała style przywiązania. I chcę ci powiedzieć, że być może myślisz: „ja tam siebie pokochałem i nikogo nie potrzebuję i dobrze mi jest ze sobą”. Być może to jest jeden z tych stylów.
Jest styl bezpieczny, w którym ufam w relacji, ufam relacjom. Jest styl unikowy, który właśnie polega na tym, że nikogo nie potrzebuję, świetnie sobie poradzę sam. No i jest styl przywiązaniowy, w którym koniecznie muszę, muszę, muszę z kimś i samemu nie dam rady za przejazd. Chaotyczny, w którym jest kompletna dezorganizacja.
No więc wiesz, przyjrzyj się temu, czy to, że sobie tam świetnie sam poradzę, to też nie jest o tym.
I jeszcze jedna taka pułapka w tym, że: „jak będę gotowy…” Aaa… jak będę gotowy, co to oznacza? To znaczy, że ja muszę spełnić jakiś warunek. Jak będę gotowy, jak pokocham siebie, jak coś zrobię, jak coś osiągnę, to wtedy zacznę budować relacje.
To znaczy, że muszę spełnić jakiś warunek. To znaczy, że żeby być w relacji, ja muszę spełnić warunek. Czyli taki, jaki jestem, to nie, nie, nie, nie zasługuje na miłość. Nikt mnie nie pokocha.
Jak traktujesz siebie, kiedy jest ci trudno?
A jakby to było wyobrazić sobie, że możesz być w relacji taki, jaki jesteś, taka, jaka jesteś, ze wszystkimi swoimi wadami, niedociągnięciami, smutkami, złościami i na pewno też — orzeł lata — i na pewno też przeciwwagą do tego, czyli twoją radością, wesołością, inspiracją. Każdy z nas ma te dwie cząstki.
A jak za bardzo sobie za dużą presję robimy, za dużo warunków wstawiamy, to robi się ciężko. I więcej jest tego smutku, złości, frustracji, przytłoczenia, przeciążenia. Więc jak by było dać sobie samemu akceptację?
Ćwiczenie z pięcioletnim dzieckiem
Możesz sobie zrobić takie ćwiczenie mentalne. Gdyby do ciebie przyszło dziecko — dziecko ty, małe dziecko, pięcioletnia ty, pięcioletni ty. Albo jeśli masz dzieci, twoja pięcioletnia córeczka lub twój pięcioletni syn. To co byś mu powiedział? Co byś zrobił? Co byś zrobiła?
Najprawdopodobniej powiedziałbyś, powiedziałabyś coś, co dodaje otuchy. Coś, co pokazuje: jestem. Co byś zrobiła? Zrobił? No pewnie byś przytuliła, przytulił.
A ze sobą co robisz, jak czujesz smutek? Jak czujesz przytłoczenie? Jak czujesz frustrację, ciężar, samotność? Co robisz? Co sobie mówisz? Dajesz sobie wsparcie, oparcie, miłe słowa, przytulenie, coś przyjemnego? Czy może wyrazy dezaprobaty, warunki, które musisz teraz osiągnąć, żeby się zaakceptować?
Więc używaj tego ćwiczenia. Ono jest piękne dlatego, że w stosunku do dziecka zazwyczaj mamy tę naturalną miękkość, empatię i dary, o których zapominamy dla siebie samego, samej. Ale jak zaczniesz sobie robić takie ćwiczenie i przekładać to na siebie, zobaczysz, że ta stara droga, wyasfaltowana, powoli zacznie być przez ciebie rzadziej używana. A nowa ścieżka, wydeptywana, stanie się coraz szersza. Aż stara droga przestanie być używana.
Powodzenia.
Perspektywa psychologiczna
To, co opisuję, jest bardzo bliskie temu, co psychologia więzi nazywa potrzebą bezpiecznej relacji. Człowiek może uczyć się samowspółczucia, ale nie przestaje przez to potrzebować obecności, bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem. Samotność nie zawsze jest dowodem siły. Czasem jest obroną. A czasem po prostu sygnałem, że potrzebuję kogoś obok.
Najczęstsze błędy
- Czekanie, aż najpierw „idealnie pokocham siebie”, zamiast zaczynać od małych kroków w relacji.
- Traktowanie samotności jako dowodu, że nikogo już nie potrzebuję.
- Stawianie sobie zbyt wielu warunków, zanim uznam siebie za wartą lub wartego miłości.
- Mylenie samowystarczalności z bezpieczeństwem emocjonalnym.
- Bycie dla siebie surowszym niż dla własnego dziecka lub bliskiej osoby.
Co warto zapamiętać
- To normalne, że po prostu chcę się do kogoś przytulić.
- Relacja ze sobą jest ważna, ale nie zastępuje całkowicie relacji z drugim człowiekiem.
- Najmocniej zmienia mnie codzienna, miękka praktyka, nie wielkie deklaracje.
FAQ
Czy można siebie pokochać całkowicie i nie potrzebować nikogo?
Nie do końca. Można mieć dobrą relację ze sobą, ale potrzeba bliskości jest naturalna.
Dlaczego zdanie „będę gotowy” może być pułapką?
Bo często oznacza odkładanie życia i relacji na później, aż spełnię jakiś warunek.
Co zrobić, gdy po rozstaniu czuję się bardzo samotnie?
Nie udawać, że tego nie ma. Warto zauważyć potrzebę kontaktu, wsparcia i bliskości.
Jak mogę zacząć być dla siebie łagodniejszy?
Zadaj sobie pytanie: co powiedziałbym pięcioletniemu dziecku w takiej sytuacji?
Czy chcenie bliskości oznacza słabość?
Nie. To znaczy, że jesteś człowiekiem i potrzebujesz relacji.
Jeśli ten temat w tobie pracuje, zatrzymaj się przy nim na chwilę. Zobacz, czy bardziej potrzebujesz dziś kolejnego warunku, czy raczej czyjejś obecności, dobrego słowa i trochę łagodności. A jeśli chcesz, przyjdź do naszej społeczności, na warsztat albo do kręgu — tam można po prostu pobyć z tym razem, bez udawania, że wszystko trzeba mieć już poukładane.


